Ludzie? Co my robimy!

Przecież tego czasu zmarnowanego nikt nam nie zwróci. Tylko kogo zapytać, jak żyć, skoro mamy kryzys autorytetów. Jak się miało okazać – nie jest tak źle. Moje podróże, to błogosławieństwo. Ludzie, których spotykam są jak drogowskazy. Ich mądrość pokazuje drogę innym, również mnie.

Do przedziału w pociągu relacji Warszawa-Szczecin wpada jak bomba zziajany młody chłopak głośno dziękując losowi, że zdążył. Faktycznie, tylko się pojawił, zaraz ruszyliśmy. Zamieszanie, walizki, torba z laptopem. Wszystko na raz. Minęła chwila zanim dało się zauważyć, że najgorsze już minęło. Spóźniony pasażer zapakował wreszcie bagaże nad nasze głowy. Usiadł i jeszcze długo dyszał mimo, że młody. Teraz to przecież żaden wyróżnik kondycji, skoro to pokolenie, to ludzie przyrośnięci do komputera. Zauważyłam jednak, że dyskretnie przygląda się zmęczonemu, mężczyzna z naprzeciwka. Po czterdziestce, spokojny, z lekkim uśmiechem jakby zrozumienia. Kiedy oczy obu się spotkały, wymienili już śmiałe uśmiechy.

- Przepraszam za ten chaos. Znalazł się Młody. Jadę do Szczecina w bardzo ważnej sprawie. Gdybym nie zdążył na ten pociąg zawaliłbym sprawę. Szef by mnie „zabił”.

Ten chłopak miał w sobie coś niezwykłego, ciepłego i przyjacielskiego. Bałagan, który rozpętał był jak  powiew świeżego powietrza. Wszystkie „śnięte ryby”, nagle się ożywiły zaciekawione sytuacją.

- A to jest ciekawe zajęcie, za którym pan tak pędzi? Zapytał niespodziewanie Czterdziestolatek.

- Czy ja wiem… Chyba jeszcze szukam własnej drogi, ale w międzyczasie muszę coś robić. Z samych marzeń się nie utrzymam.

- A o czym pan marzy? - Nie ustępował Czterdziestolatek, ale trzeba przyznać, że robił to z wdziękiem. Mimo konkretnych pytań, nie był nachalny.

- Po pierwsze jestem zakochany. Zaczął bez skrępowania Młody. Miłość, prócz romantyzmu, ma też swoje całkiem przyziemne wymagania, np.; mieszkanie, utrzymanie, ZUS, samochód itd. Moje marzenia, to pracownia architekta, studio fotograficzne i rodzina z trójką dzieci. I jeszcze okazały dom z ogrodem. Trochę tego dużo i czasem jestem już  zmęczony gonitwą, ale bez pracy nie ma kołaczy.

Na twarzach pań namalował się nie ukrywany zachwyt nad tak wysoko postawioną poprzeczką. I nagle padło pytanie, które nieco rozproszyło tę sielską atmosferę. Niezawodny Czterdziestolatek…

- A gdzie w tym wszystkim jest Pan?

- Jak to gdzie? Przecież to mój plan, ja go wymyśliłem.  Już na to pracuję, żeby moim bliskim niczego nie zabrakło. Jak to osiągnę, będę szczęśliwy.

- A dziś? Jakie jest dziś u Pana?

- No „Dziś” jest zabiegane, wciąż brak czasu, ale czy nie tak wygląda życie na starcie? Trzeba się dorobić, darmo nikt nie da. Powiedział pewny siebie Młody.
Ma pan rację, ale nie może pan po drodze się wypalić, bo cel pana przerośnie i na jesieni życia może okazać się pułapką. Musi pan pamiętać o sobie, nie z powodu własnego egoizmu, ale dla bliskich, których pan już tak bardzo kocha. Musi pan zachować w sobie tę radość życia, trochę młodzieńczej naiwności, aby dzieci i żona zawsze uważali pana za” radosny dzień ze słońcem”, który przynosi miłe chwile i rozwiązania najtrudniejszych nawet życiowych spraw. Do tego trzeba siły, dużo siły. Wiem, że łatwo się zgubić w codzienności, ale tak do przemyśleń może przyda się panu prawda Dalajlamy, który zapytany o to, co najbardziej zadziwia go w ludzkości, odpowiedział:

…człowiek, ponieważ poświęca swoje zdrowie, by zarabiać pieniądze. Następnie poświęca pieniądze, byodzyskać zdrowie. Prócz tego jest tak zaniepokojony swoją przyszłością,że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości. Żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć. Po czym umiera tak naprawdę nie żyjąc…

Warto nad tym pomyśleć. Do zobaczenia w następnej podróży…

Potrawę szybko zróbmy „jak słońce z pomarańczy i cebuli”:

3 pomarańcze, jedna czerwona cebula, łyżka oliwy z oliwek, pieprz cayenn, kminek, sól, czarne oliwki, natka pietruszki. Pomarańcze pokroić, cebulę też, w cienkie pierścionki. Całość pokropić oliwą, przyprawić. Ustroić oliwkami i pietruszką. Z białym winem, półwytrawnym – pycha. Ja bardzo lubię.
 

Prestiż  
Listopad 2011